Ale czy nie myślicie czasem, że to też strasznie krótka droga do tego by nasze owe dziecko nie rozzłościło drugiej mamy do tego stopnia, że nie po drodze będzie jej się spotykanie z nami ...
Dziś mama opowiedziała mi pewna historyjkę z podwórka, która wydarzyła się gdy chodziła tam z moją młodszą siostra. Może był potencjalnym kandydatem na przyszłego całożyciowego przyjaciela od piaskownicy.. jednakże tak się nie stało gdyż ów kolega mojej siostry cierpiał na syndrom "wszystko co dookoła jest moje", w napadach złości tj.przy każdej próbie zabrania mu zabawki robił z mojej siostry osobisty gryzak. Decyzja podjęta zastała! Dość widywania na resztę życia bo kontakt z ww kolegą stał się niebezpieczny. Czy to jedyne wyjście? Czy my jako rodzice nic więcej nie możemy? Może takim sposobem poddając się zabieramy dziecku z życia kogoś kto spełniłby ważna rolę?
Staram się być spokojna, obserwować potrzeby mojej Zo. Patrzeć jak reaguje na swoich małych przyjaciół. Może jej to, aż tak nie przeszkadza, że koleżanka ja bije, a ja jako rodzic jestem tylko od tego by jej bronić a nie zabraniać na przyjaźnie!
Czasami warto chwile się nad tym zastanowić!
Bo przecież nie ma nic piękniejszego i rozczulającego niż bawiące się dzieci :)
W rolach głownych Maja, Zosia, Filip, Alicja i Zo <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz