Oczywiście, że uwielbiam nasze wspólne kreatywne i mniej kreatywne zabawy w domu. Ale jestem też wielką przeciwniczką mam które zamykają siebie i dzieci w domu z nadzieją na to, że towarzystwo rodziców, bądź rodzeństwa (jeśli takowe posiada) pozwoli dzieciom na prawidłowy rozwój. Zo kocha inne dzieci, jest z tych przytulających gdy płaczą, chętnych do wspólnej zabawy, więc dlaczego miałabym nie umożliwić jej spotykania z rówieśnikami?
Szukałam miejsca gdzie będzie nam dobrze, odwiedziłyśmy kilka klubów malucha. Niektóre zachęcały wielkością inne pięknym wystrojem... ale zniechęcały zbyt wielką ilością dzieci, bądź niemiłą ciocią prowadzącą. Wreszcie trafiłyśmy do Baby Club Cafe http://www.babyclubcafe.pl/ ,wystarczy być tam pięć minut, zamienić jedno zdanie z "ciocią prowadzącą" i człowiek zostaje w pełni kupiony rodzinną przemiłą atmosferą. Dla mnie najważniejsze jest to, że to niezbyt wielkie pomieszczenie pozwala Zo czuć się jak w domu, wie gdzie siusiu, gdzie torba z piciu, gdzie ciocia muzykę włącza , ona czuje się tam jak u siebie. A co najważniejsze uwielbia ciocie, gdy ogląda w domu zdjęcia z zajęć uśmiech nie odkleja jej się od twarzy, a widok blondynki na zdjęciu od razu wywołuje radosny okrzyk CIOOOOCIA!
Zajęcia wymagają zaangażowania rodzica i powiem szczerze ja znów czuje się jakbym cofnęła się do czasów przedszkola :) Zajęcia mają dla mnie dwa najważniejsze punkty rozwijanie wyobraźni i pomagają dzieciom w wyrażaniu emocji. Absolutnie są też idealnym przygotowaniem do przebywania w większej grupie dzieci co ułatwia sprawę gdy przekroczymy za rok próg przedszkola. Drogie mamuśki i tatuśki ruszcie swoje tyłeczki, zabierajcie dzieciaki do BCC i zobaczcie jak każde kolejne zajęcia zmieniają Wasze dziecko, ile więcej chce i o ile więcej potrafi. My zostajemy tam na dłużej bo przed nami od lutego AKADEMIA MALUCHA zajęcia przygotowujące do przedszkola bez obecności opiekuna.
Serdecznie polecam!
poniedziałek, 30 listopada 2015
czwartek, 19 listopada 2015
Miasto moje i Zo
Do miejsca w których zostały zrobione zdjęcia zainspirowała mnie koleżanka, jest dobrym fotografem znającym się na dobrym klimacie. Więc wiedziałam, że jeśli owa miejscówka zrobiła na niej wrażenie mnie tym bardziej powali na kolana!
Rano gdy wstałyśmy przywitało nas piękne słońce za oknem, więc plan był następujący- zabieram dziadka i Zo i lecimy na plenerek. Co by mogło popsuć nasz plan? Ha tego nikt się nie spodziewał. Do docelowego miejsca mieliśmy dość blisko, lecz w połowie drogi nasza modelka usnęła z uśmiechem na twarzy ( tak jakby w duchu się śmiała, że modelki maja większe prawa). Ale dla nas to nie była przeszkoda, wyjęliśmy wózek z zamiarem przespacerowania naszej pięknej ulicy Piotrowskiej :) gdy nagle mój tata patrzy z przerażeniem w oczach na samochód a tam kropla za kroplą i mówi ohhhooo. Też się nie poddaliśmy postanowiliśmy przeczekać gdzieś ten kapuśniaczek. Pół godziny oczekiwania na lepsza pogodę, skończyło się tym, że spadł grad powietrze się zmroziło a Zo wstała nadąsana. Ile mieliśmy przy tym śmiechu pełnego łez!
Ale jakoś nam się udało uwiecznić chociaż odrobinę naszego pięknego miasta. Jest tyle miejsc gdzie nas nie było, a miejsca te potrafią zaskoczyć swoja magią i urokiem.
Rano gdy wstałyśmy przywitało nas piękne słońce za oknem, więc plan był następujący- zabieram dziadka i Zo i lecimy na plenerek. Co by mogło popsuć nasz plan? Ha tego nikt się nie spodziewał. Do docelowego miejsca mieliśmy dość blisko, lecz w połowie drogi nasza modelka usnęła z uśmiechem na twarzy ( tak jakby w duchu się śmiała, że modelki maja większe prawa). Ale dla nas to nie była przeszkoda, wyjęliśmy wózek z zamiarem przespacerowania naszej pięknej ulicy Piotrowskiej :) gdy nagle mój tata patrzy z przerażeniem w oczach na samochód a tam kropla za kroplą i mówi ohhhooo. Też się nie poddaliśmy postanowiliśmy przeczekać gdzieś ten kapuśniaczek. Pół godziny oczekiwania na lepsza pogodę, skończyło się tym, że spadł grad powietrze się zmroziło a Zo wstała nadąsana. Ile mieliśmy przy tym śmiechu pełnego łez!
Ale jakoś nam się udało uwiecznić chociaż odrobinę naszego pięknego miasta. Jest tyle miejsc gdzie nas nie było, a miejsca te potrafią zaskoczyć swoja magią i urokiem.
środa, 18 listopada 2015
czytamy mamy i taty
Mam 32lata i wiele osób powiedziałoby "zejdź na ziemie kobieto" natomiast mi dobrze z tym moim przeświadczeniem, że Świat opisany w bajkach istnieje.No przecież chyba nie bez powodu tak wielu pisze o Świętym Mikołaju, Królowej Śniegu czy Piotrusiu Panie i całej reszcie happy endów! Nie ma dla mnie lepszego sposobu by zapomnieć o problemach dnia codziennego niż duet dobrej kawy i książki która pochłonie mnie bez reszty. Od kiedy jest Zo brak mi takich momentów, dlatego nadrabiam wybierając książki które w opowieściach zadowolą mnie i Zoye. Na jej etapie liczy się dobry rysunek a na moim dobra treść, więc przeszukując półki w księgarni lub strony w internecie, wybieram coś co na nas obu zrobi wrażenie.
W naszej domowej biblioteczce zawitało sześć nowych pozycji ANIELKA I WYJAZD RODZICÓW http://multibook.pl/pl/p/Maria-Kozuchowska-Anielka-i-wyjazd-rodzicow/5316, ZIUZIA i jej przygody w dwóch częściach I- http://merlin.pl/Ziuzia_Malina-Przesluga/browse/product/1,1173319.html II-http://tashka.pl/produkt/ziuzia/.
Wszystkie trzy książeczki mają odpowiedni morał, ale przede wszystkim napisane są zabawnym stylem który rozbawi tych małych oraz tych dużych czytelników. Ziuzia pasuje trochę do naszego domowego klimatu i do mnie, to taka trochę mała ja. Miło czyta się jej przygody :)
Kolejne dwie książki zakupiłam przypadkiem w sklepie której logo to biedronka :) o dziwo okazało się, że zdobyły serce Zo i stały się jednymi z ulubieńszych KONIK GARBUSEK i ZŁOTY KLUCZYK, historie te przewinęły się gdzieś w moim dzieciństwie również i jak się okazuje, co stare i sprawdzone sprawdzi się też jako nowe.
Ostatnia z książek to ta która zostanie z nami na zawsze ze względu na swoja wrażliwość w opowieści oraz dobry morał, to taka książka której miejsce w biblioteczce jest na całe życie. Napisana jako debiut przez ilustratora bajek Macieja Szymanowicza (niezwykle przystojny Pan) i jak na pierwszą napisaną przez niego książkę stwierdzam jednomyślnie, że bardziej niż mu się udało :) NAJMNIEJSZY SŁOŃ ŚWIATA http://mamaczyta.pl/piekne-ilustracje/najmniejszy-slon-swiata
DROGIE MAMY I TATY :) ZACHĘCAM DO CZYTANIA <3
W naszej domowej biblioteczce zawitało sześć nowych pozycji ANIELKA I WYJAZD RODZICÓW http://multibook.pl/pl/p/Maria-Kozuchowska-Anielka-i-wyjazd-rodzicow/5316, ZIUZIA i jej przygody w dwóch częściach I- http://merlin.pl/Ziuzia_Malina-Przesluga/browse/product/1,1173319.html II-http://tashka.pl/produkt/ziuzia/.
Wszystkie trzy książeczki mają odpowiedni morał, ale przede wszystkim napisane są zabawnym stylem który rozbawi tych małych oraz tych dużych czytelników. Ziuzia pasuje trochę do naszego domowego klimatu i do mnie, to taka trochę mała ja. Miło czyta się jej przygody :)
Kolejne dwie książki zakupiłam przypadkiem w sklepie której logo to biedronka :) o dziwo okazało się, że zdobyły serce Zo i stały się jednymi z ulubieńszych KONIK GARBUSEK i ZŁOTY KLUCZYK, historie te przewinęły się gdzieś w moim dzieciństwie również i jak się okazuje, co stare i sprawdzone sprawdzi się też jako nowe.
Ostatnia z książek to ta która zostanie z nami na zawsze ze względu na swoja wrażliwość w opowieści oraz dobry morał, to taka książka której miejsce w biblioteczce jest na całe życie. Napisana jako debiut przez ilustratora bajek Macieja Szymanowicza (niezwykle przystojny Pan) i jak na pierwszą napisaną przez niego książkę stwierdzam jednomyślnie, że bardziej niż mu się udało :) NAJMNIEJSZY SŁOŃ ŚWIATA http://mamaczyta.pl/piekne-ilustracje/najmniejszy-slon-swiata
DROGIE MAMY I TATY :) ZACHĘCAM DO CZYTANIA <3
poniedziałek, 16 listopada 2015
Nie wszystko złoto co się świeci
Jesteśmy tylko ludźmi, którzy mają jakieś granice cierpliwości. Jedni mniejsze inni większe, natomiast każdy rodzic jest testowany przez swoje dziecko, gdzie ta granica ma swój koniec. Zo jest dzieckiem cudownym i owszem nie jedni z Was by chcieli mieć choć na chwile taką spokojną istotę w domu. Lecz... ostatnio robi ze mnie tester jak ze sklepowej półki. Wiem, że ona jeszcze nie rozgranicza bycia grzeczna bądź nie, lecz wie doskonale jak wyprowadzić mnie z równowagi. Zazwyczaj totalnie nie robi to na mnie wrażenia i przechodzę dalej do kolejnego zadanie gdy widzę ja leżącą na podłodze i wydzierającą się (bo w tym o to momencie co ona zapragnęła mama nie pozwoliła bawić się toaletową szczotka-ani w żadnym innym momencie). Staram się być dalej idealną mama i zagryźć zęby ale jak za moment widzę gdy połową tułowia ląduje w kociej kuwecie a nogi tylko wystają zaa moja granica zostaje naruszona. To nie jest moment kiedy usiądziemy porozmawiamy i ona coś z tej rozmowy wyniesie. To moment kiedy ja się powysilam a ona pójdzie i za pięć minut dokładnie zrobi to samo. Więc niestety ja też jestem człowiekiem i robię coś czego nie powinnam z absolutnie żadnego powodu KRZYCZĘ. I co? Ja robię źle ona też nie bardzo stosownie się zachowuje wyprowadzając swoją najdroższa matkę z równowagi...a i tak moje zachowanie niczego nie zmienia a w domu panuje chwilowa niepotrzebna nerwowa atmosfera nie wnosząca ani jednej poprawnej zmiany. Dlatego morał jest jeden CIERPLIWOŚĆ to najcenniejsza z cnót i od dziś tę o to cechę będę w sobie najbardziej pielęgnować.
Ale na zdjęciach zawsze jest złoto co olśniewa swym blaskiem ;-P
Ale na zdjęciach zawsze jest złoto co olśniewa swym blaskiem ;-P
niedziela, 15 listopada 2015
Lala
Gdy byłam mała rodzice też nie żałowali mi na dobre zabawki. Lecz po latach jedyne które zapadły mi w pamięć to pralka, kuchnia i co najważniejsze lalka murzynka u mojej Babci. Wydawało mi się, że nie łatwo będzie by akurat Zoe upodobała sobie podobną lalkę bo niby czemu miałaby mieć tak jak mama gdy była mała. Udało się znaleźć i dla niej ciemnoskóra lale, bo niestety ta od babci zaginęła gdzieś po latach. Byłam taka ciekawa jej reakcji, bo jakby nie było nie wygląda jak co druga laleczka na półkach sklepie. Lubie rzeczy inne i wygląda na to, że Zoe cos tam po mnie ma. Minęły trzy dni od kiedy bambo lala jest naszym domownikiem i czystym sumieniem mogę napisać, że jest to ulubiona a nawet wręcz ukochana towarzyszka Zo. Wczorajszą noc Zoya spędzała poza domem, bez kumpeli nie wyszła, pod pachę i wyruszyła razem z nią. I choć lalka nie należy do mięciutkich misiaczków z którymi kładziemy się pod kołderkę to absolutnie dla naszej małej Zo nie ma to znaczenia. Bo przecież czyż nie jest tak, że śpimy z tymi których kochamy? Ja tak mam i najwyrażniej Zoe tez! Dodam tylko, że owa lala przepięknie pachnie wanilią <3
LALKA http://www.kalaluszek.pl/pl/p/Lalka-Afrykanka/692
LALKA http://www.kalaluszek.pl/pl/p/Lalka-Afrykanka/692
Subskrybuj:
Posty (Atom)