poniedziałek, 14 grudnia 2015

najpiękniejsza niedziela

Dzień wcześniej wszystko zaplanowałam, kupiłam cały zestaw do naszych wyrobów piernikowych. Miałyśmy wstać rano i zacząć od słodkości skończywszy na choince. O świcie otworzyłam oczy i już wiedziałam, że to będzie ciężki dzień, ten dzień kiedy miała wygrać ze mną choroba. Czułam się fatalnie nie wiedziałam jak wyjść z sytuacji bo nie ma na to leku i byłam bezsilna a nikt nie zastąpi w takich chwilach matki. Wzięłam się w garść i postanowiłam nie poddać się temu paskudztwu !!
Okazało się, że to wszystko siedzi w mojej głowie i czas spędzony z Zo był lekarstwem na całe zło :)

Zo ma niecałe dwa lata a jak dla mnie rozum trzy latki, wykonywała każde polecenie jak duża dziewczynka. Wbijała jajka, mieszała składniki, sypała mi mąkę na blat żeby ciasto się nie przyklejało, wałkowała i wycinała kształty pierniczków. Choinka oooo to było coś wielkiego w jej oczach to jakieś zaczarowane drzewko na którym mama wiesza ptaszki. Ptaszki te mają puszyste ogonki które nie mogły nie znaleźć się w buzi Zo :)  Bombki dobrze, że nie szklane bo już by nie zawisły na naszym choinie :) Ale podpatrując mnie i ona zaczęła zawieszać i wskazywać gdzie co ma zamieszkać na choince. Wszystko wyszło wspaniale, ale najbardziej zafascynowało ją ozdabianie pierników, kolorowe pisaki i drażetki przyozdobiła pięknie na przysmakach. Oczywiście było przy tym zarówno dużo śmiechu i radości jak i bałaganu. Taka rada ode mnie przyda się wtedy trzecia osoba do pomocy :) Nie bójmy się robić wielu miłych czynności z naszymi dziećmi one są takie szczęśliwe gdy pozwalamy im wejść do naszego świata dorosłych. Mnie nie przeszkadza fakt, że więcej zajmie nam doprowadzenie domu do stanu początkowego bo szczęście mojego dziecka jest dla mnie najważniejsze. A czas spędzony z Zoe to najcenniejsze co dostaję od życia <3

























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz