wtorek, 15 marca 2016

daje do myślenia!

Szpeci i boli. Boli i szpeci. I tak w kółko. O czym mowa? O opryszczce na ustach.
Wiele osób uważa za normalne, wiele bagatelizuje a inny strasznie się boja. Ja należę do grupy trzeciej która po dokładnym zapoznaniu się z chorobą przeszła chwilową traumę. Mowa tu o opryszczkowym zapaleniu jamy ustnej- dla niektórych potocznie zwanej zimnem. Wydawałoby się nic groźnego, taka natura i skłonność a tu nic bardziej mylnego i niesłusznego.
Gdy padło podejrzenie u Zo ze stała się nosicielem opryszki jako rodzice dowiedzieliśmy się jak najwięcej o tej chorobie, ja akurat mam to po mamie, ona nigdy niczego nie bagatelizowała bo zdrowie to moje życie, a to było i jest dla niej zawsze najważniejsze.
Opowiem Wam pokrótce co najważniejsze o tej przypadłości być może dla którejś mamy, taty lub kogokolwiek z Was wyda się to ważne. Pierwotna część tej choroby objawia się jako zapalenie jamy ustnej (leczone pospolitym lekiem antywirusowym oraz nystatyna) u jednych trwa to sześć dni u innych nawet miesiąc. Dokładnie wtedy stajemy się nosicielami tej choroby a jej dna zostaje w nas zapisane do końca życia.Sama opryszczka na ustach nie jest groźna. Niestety… nie leczona może spowodować powikłania, które mogą już sprawić wiele złego w naszym organizmie. W zwojach nerwowych mieszka sobie wirus który tylko czeka na nasz spadek odporności by wybuchnąć jak bomba w okolicach ust oraz nosa a wtedy idealny moment na kolejnych zarażonych. A w dzisiejszych czasach nie trudno o spadek formy- stres, menstruacja, przeziębienie. Nie to jednak jest najważniejsze to jedna z groźniejszych chorób gdzie jest masa powikłań. Jedna z nich jest opryszczkowe zapalenie mózgu u noworodka co doprowadzić może do upośledzenia a nawet do śmierci. Matka będąca nosicielem o ile jest tego świadoma gdy dziecko nie ukończy pierwszego roku życia musi być wysoce ostrożna by uniknąć zakażenia (maski,dezynfekcja rąk, brak pocałunków i bliskich spotkań).
Kolejnym powodem aby wiedzieć czy jesteśmy nosicielkami jest zwiększone ryzyko zachorowań na raka szyjki macicy, wiemy wiec częściej się badamy.
Ale co jeszcze? Świadomość mądrego rodzica i nauka dziecka jak żyć z tą chorobą by nie być zagrożeniem dla innych. Mamy zimno nie całujemy, nie pijemy z jednej szklanki, nie jemy tą samą łyżka itd itd.
To wszystko po to by ustrzec własne dzieci oraz innych.
Czy macie świadomość, że zarażając tym na pozór pospolitym "zimnem" kobietę w ciąży może dość do poronienia lub zakażenia płodu co grozi upośledzeniem a nawet śmiercią być może tego jedynego upragnionego dziecka, Że zarażona kobieta we wczesnej ciąży może nawet poronić. I uwierzcie mi to nie są tylko puste słowa, ale sprawa poważna i każdy z nas powinien być jej świadomy.
Nie ma na to szczepionki, więc pozostaje nam tylko być mądrymi rodzicami. Wystarczy zwykłe badanie krwi. Badajmy swoje dzieci i siebie tak by tych zachorowań było z roku na rok mniej.



2 komentarze:

  1. Moja znajoma niestety poroniła w tamtym roku właśnie z powodu tzw. zimna na ustach. 7 tygodniowy zarodek nie poradził sobie z wirusem :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja znajoma niestety poroniła w tamtym roku właśnie z powodu tzw. zimna na ustach. 7 tygodniowy zarodek nie poradził sobie z wirusem :-(

    OdpowiedzUsuń